środa, 19 listopada 2014

rzeka #3

kiedy otulony puchem gnijących liści,
tą szczególną pleśnią, plechą zajmującą
całe połacie ściółki,
wiatr przynosi Twoje imię,
/płaczę/

Albo moje, twoim tembrem
i tym ciepłem, tak stawiającym na baczność
wszystkie moje zmysły na karku,
chowam się w deszczu,
by nie było widać słonych kropel.

Kiedyś mieliśmy wspólne nazwisko,
ja byłem z
mił...
a ty i ta twoja ość...

dzisiaj, nic nie staje w gardle,
okazuje się, że rozczłonkowane,
nigdy nie było zakopane
a my, mamy się przedstawiać
"witam, ja miłość"

ale czy gdy nowe liście dołożą się do wcześniejszych,
nazwisko się nie zmieni?
czy jak raz się rozłożyliśmy,
jutro nie zabierzemy swoich liter do odpowiednich piaskownic?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz