środa, 25 listopada 2015

/tak, bez potwierdzenia/


Tylko we mnie
jestem tak blisko ciebie,
dwa balkony od opuszczonej naszej sypialni
o trzy kochanki twojego męża od ciebie.

Jestem koło ciebie we śnie, budzę się
w złym czasie, nie z twoim oddechem.
Wskazówki wiercą sie mniej ode mnie, ale i one są bliżej ciebie.

Wychodzę z siebie i między kolejnymi mrugnięciami przebieżam światy
rzeczywistości i 
rzeczywiście, nie ma cię
nigdzie.
Czy ja jestem? 
Przestałem pytać i drukować potwierdzenia transakcji - przecież pamiętam
gdzie kiedy i ile
/na/ bank pamięta/m/.
Pamięta też państwo, sąd i newsletter z przypadkowego portalu.

Wczoraj kupiłem świeże bułki, jeszcze ciepłe były, jak podchodziłem do kasy
Jednak sprzedawczyni obsługiwała wszystkich innych klientów dopóty pieczywo spowszedniało
Kasując mnie coś jeszcze, zapytała upewniając się, czy napewno zauważyłem


/tak, bez potwierdzenia / 

wtorek, 30 czerwca 2015

proszę_spójrz_poczuj

Dziwne uczucie 
czuję metaliczny posmak 
usta 
Wykrzywiają mi się
W niezwykle przyjemne napięcie 

Oddycham głęboko a 
źrenice tańczą
Szerokie i nieprzeniknione 
A kolory wyostrzają sią 
Kiedy tylko 
Wraca do mnie
miłość 


Przepojony tym sobą mogę wszystko
Mówię językami
Których nie znam
I których nie ma

Ale istnieją
i są świadome jak ja

Na tej idealnej granicy
Nie burzę i nie buduję
Nie wzlatuję i nie tonę

Jestem przezroczysty
/między czarnym
a
białym/

Jestem też nie mogę powiedzieć
Bo mowa umiera z każdym dźwiękiem i upada każda zgłoska głucho i martwo jak niepojęta nazwa każdego krzesła i artykułu
Gdy potrafię czuć metaliczny posmak
Nie ma tytułów
Nie ma konturów
Nie ma i miał
I będzie mieć
W tym najmocniejszym wydęciu
W tych najjaśniejszych jaźniach
Jest i nie ma
A "ja"
Wraz z nim


Proszę
Spójrz
Poczuj

sobota, 20 czerwca 2015

zgubiony wianek

zalegalizowano nas;
tak jak kiedyś
możemu znowu poruszać się w
uliczkach,
zakamarkach,
pościelach.

przemykać niepostrzeżenie między
zajęciami i obowiązkami
spódnicami i chybotliwymi spojrzeniami tych już dawno zalegalizowanych.

Zalegalizowano nas, więc możemy
w pełni sprawnie korzystać ze wszystkich,
które używaliśmy wcześniej,
możemy patrzeć sobie w oczy
i mówić o każdej sekundzie, której nie wiemy, czy
żałujemy.

MAMY pełnię praw i obowiązków,
pełnoprawnie możemy
tak, jakbyśmy wcześniej
nie mogli.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

**** [ pierwszy raz bez tytułu ]



Pani szatniarka z

wczorajszego bloku

radiowego

kartkuje profil

swojego byłego.

Pociąg się nie zatrzymał,

szkoda, że my tak.

piątek, 5 czerwca 2015

heloj, kyti <#

No kici kici
droga promocjo
no podejdź do mnie,
widzisz, że mam kartę
wytrych
klucz do
wszystkich zamków.

No kici kici
droga okazjo
z wypolerowanym futerkiem i
czujnymi wąsami
od 0X.0X.XXXX przez tydzień
lub wyczerpania
zapasów
boksów
meczów w sezonie
zimowym będzie olimpiada
i nowy rok

a my, drogi kocie?

My zasypiamy
z gwarancją
w pudełkach,

na gazetkach.

środa, 3 czerwca 2015

post-komun[I]a

Zawiązaliśmy związek
dwóch końców
jednej monety

rewers i awers
kontekst wypadł z kieszeni
z resztką drobnych paradygmatów przy wyciąganiu
chusteczki
kanciastej
z symetrycznie rozmieszczonymi
punktami wpisanymi w
koło
nas nic
my wkoło
wciąż
i

nic.

niedziela, 31 maja 2015

Plaża 72'


po tym, jak naliczono mi
kolejne kilometry,
przykryłaś mnie kuszetką
i w warsie jechaliśmy
[bezalkoholowo]
aż nad morze martwe,

jak my.

sobota, 23 maja 2015

american dream [4/7] <#1kartka>

Piotrze,

wiem, że ostatnie tygodnie nie były najlepsze, przepraszam. Czy miesiące. Po prostu wszystkiego jest dla mnie za dużo. Ale ciebie nigdy nie było... Przez te wszystkie lata przeszliśmy wszystkie formy znajomości i osiągneliśmy coś takiego, że ja nie mogę bez ciebie żyć. Dopiero teraz, jak nie przyszedłeś widzę, jaka jestem sama. Jaka jestem pusta. Jak jesteśmy jednym razem. Czemu nie przyszedłeś? Przeciez zawsze byłeś silniejszy - kazałeś iść dalej i nie dawać satysfakcji nikomu poddając się, co ja takiego powiedziałam? Że telefon?
Wiesz, jak na samym początku, jak zaczęliśmy tu przychodzić, jak postanowiliśmy znowu zmienić nas powiedziałam, że jeżeli któreś z nas nie przyjdzie o siedemnastej, oznacza to, że nie wyszło - myślałam, że to będę ja i to już następnego dnia.
Nie możesz mi tego robić, nie odchodź.
Nie pozwalaj mi samej, porcjuj chociaż, racje wydzielaj, niech schodzę na mniejszej dawce, aż będę wolna - możesz chyba tyle dla mnie zrobić.
Zabiliśmy mnie, wypełniliśmy nami.
Kochasz mnie,
żyj za mnie.
Albo obiecaj, że będziesz


M.

poniedziałek, 18 maja 2015

po zuo[to]

idziemy po złoto
powoli, sumiennie
po srebrze
brązie i muszelkach
leniwie zbieranych na słonecznych stepach
i wybrzeżach
z kości
sumiennie przerobionej
na wszystko, co się łatwo pali.

Spaleni tym słońcem
prażymy się równo
na równi z podium
i murawą
i innymi czekającymi
na swoje
złoto.

sobota, 16 maja 2015

american dream [3/7]

On, nierozłączny z płaszczem z ogromną wprawą pokonuje drzwi obrotowe i pojawia się koło stolika. Tego, tak dobrze umiejscowionego względem baru, tolaety, wejścia i zegara. Tego, który zajmował z nią, gdzie spędzał  dziesiątki kwadransów, tych szczególnych chwil kiedy mogli być blisko.Tego identycznie wyglądającego, jak dziesiątki pozostałych, ułożonych w równych odległościach od siebie stołów w hali dworca przerobionej na kawiarnie, jednak zupełnie innego. Tak jego.
Ale tym razem nie czekał na niego, był pusty. Nie leżała na nim czarodziejksa karteczka z magiczną formułą rezerwacja. Nie leżały jego ulubione żółte tulipany - zawsze cztery. Zamiast tych wszystkich elementów była para, która zaaobsorobwana była sobą. Para, która opowiadała sobie ostatnie minuty od ich ostatniego spotkania, tak pochłaniająca siebie nawzajem, że nie zauważa stojącego kilka centrymetrów od nich trzydziestolatka, któremu świat rozpada się na tysiące kawałków. Jakby nasi zakochani zwrócili uwagę na ów mężczyznę, zauważyliby, że jest jeszcze bardziej roztrzęsiony i bezradny, kiedy patrzy na zegar, który wymierza, tak ważną dla niego godzine. Cały obraz psuje kelnerka.
- Przepraszam, mogę w czymś pomóć? - pyta zasłaniając swoje młode piersi tacą.
- Ja... Ten stolik... On jest mój, pani nie rozumie.
- Przepraszam, miał pan rezerwację? - drąży dalej blondynka.
- Ja zawsze miałem rezerwację. Ja tu siadam od kilku lat. Zapytaj koleżankę z polonistyki.
- Z polonistyki, przepraszam?
- No tą szatynkę, co mnie obsługiwała ostatnie kilka dni.
- Ona się zwolniła wczoraj. Może zaproponuję panu inny stolik?
- Nie, ja muszę czekać. Siedzieć tu - nie mogę innego stolika.
- Proszę pana, przeszkadzamy tu państwu - i tu wskazała kiwnięciem głowy na kochanków, którzy pochłonięci sobą nie potrafią odnotować reszty świata.

I prowadzi go do innego stolika, zupełnie w kące, zupełnie w rogu - jednak z dobrym widokiem na drzi wejściowe - jak sobie zażyczył. Prowadzi go tam, a kiedy siada, nie pozwala mu zamówić, jak zawsze czarnego espresso, tylko zmusza do przejrzenia przy niej menu.

A on, kiedy stara się podjąć jakąkolwiek decyzję w tym momencie, nie zauważa, jak ona wyłania się z pomiędzy ruchów ruchmowych drzwi i uświadamia sobie, że ich stolik, o ich godzinie, jest okupowany przez inna parę. Nieco się trzęsie, ale napewno nie płacze - może ma lekko zawilgotnięte oczy, przez krople które musi używać przy tym suchym powietrzu, ale tego też nie widzi mężczyzna zza karty. Co widzi, to po wybraniu czarnego espresso i odłożeniu menu, to kręcące się drzwi w przeciwległym końcu sali, którymi wyszła niezidentyfikowana przez niego zawilgotnięta twarz.

poniedziałek, 11 maja 2015

fluor #2

Pewnego dnia obudziłem się i okazało (się), że
mam żółte zęby.

Długo nie mogłem w to uwierzyć ale zaraz po pogodzeniu się z tą wiadomością zabrałem się za szorowanie.Szczotkowanie, płukanie, odbarwianie oraz porównywanie z wzorcownikami dodanymi do jednego ze specyfików.Wiele dni zajęły mi te zabieg,i aż po kilku tygodniach, kiedy mój odcień uzębienia nawet nie drgnął, zdecydowalem sie wyjść z mieszkania, po bułki
(ponieważ dostępny termin dostawy nie pokrywał się z datą mojego głodu)

najdziwniejsze w tym wszytskim było, że po drodze odwarzyłem się spojrzeć na uzebienie innych

i moja żółć wcale nie wypadła tak źle.

Do dziś myję je tylko rano i wieczorem.

niedziela, 10 maja 2015

geometria [koUo]

przerzuć
jeszcze raz
rzuć.

Potasuj,
przełóż
rozdaj i przetasuj.

rozłóż alfabetycznie
numerologicznie
znajdź konotacje
i powtórz.

powiedz,
usłysz,
zrozum _> odpowiedz.

wyciągnij,
połącz
uwierz

wróć.

środa, 6 maja 2015

dżentelmen robi damę.

chcę białego kitensa,
puchatego, jak
wszystkie futra i pościele
walające się z datami byłych
zakupów.

No spraw mi białego koteczka,
tak puszatego i pachnącego,
jak efekty dostaw z
zamówionych pralni.

Chcę tego kotka,
już nie daj się prosić!
niech będzie trwalszy
od fryzury
i kocham,
które się wymsknęło
gdy targało.

Chcę kota, co utuli i zawsze będzie
co zawsze poprosi, bo sam nie da rady.

Chcę by kot przychodził, kiedy zachce,
ale nie odchodził bo okno
za wysoko
i miska
\
niepewna
/

niedziela, 3 maja 2015

skoro alexander do kleopatry,

europa, maj 2015
Nie,
ja chciałam tylko powiedzieć, że z dniem piętnastego bierzącego miesiąca
przestaniemy się już widzieć.
Znaczy, wiem, że już dawno się nie
widujemy.
Specjalnie, ostrożnie (skrupulatnie) dobieram iventy i
towarzyszy, żeby
się nie napatoczyć.
Alle to już się kończy.
Drogi,
już dawno się pokrzyżowały i ja teraz jestem w stolicy, a ty w łóżku,
(mam nadzieję, że się wysypiasz, bo ja chcę, byś spał - I TO DUŻO!!)
Słucham muzyki, która ci obrzydła od leżenia i powiem Ci, że teraz żyję.
znaczy, że życzę ci dobrej soboty
chyba też nie dzieli
się bo już dawno pozabie-
ranek i znowu piszę
Posłuchaj,
bo ja słucham i dziwię się, czemu ty nie słuchasz
bo ja idealnie podsłuchałam, że
dawno nie słuchałeś.
Trzeba nasłuchiwać, tak jak ja usłyszałam i 
nasłuchałam i teraz
ty musisz
bo akurat leci
tfoja piosenga.

/ tyle tu słońDZa]



poniedziałek, 27 kwietnia 2015

jesteś?

jestes?
ciężko na to odpowiedzieć
niejednokrotnie wydaje mi się ęe mnie nie ma
a jedyne co jest to wizja mnie i oczekiwania
innych wobec mojego ex - bytu
bytuję, tak jak inni patrzą
kątem oka zahaczają
otoczają puchem marzeń i pragnień
a ja zastanawiam się, czy jestem
i czy to pióra przeczepione do smoły.
Pamiętam oblężone miasta, kiedy byłem świadkiem ich upadków
i chwil świetności
może tam złapałem smołę z pierzem - nie wiem
ale co wiem, to dźwięk twojego głosu
który wybrzmiewa w kontrze z drugim głosem
echem
"jesteś"

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

it's a sunny day

ksz, ksz
nie łączy
ha, ha (lo)
nie, nie sły
szszszszsz
ę? hę?
czyczyczy
ty? to ty?

bo, to akurat ja
przepraszam,
że
...
Wiem, ale
...
No, proszę cię
...
znowu się spotkamy
...
nie, nie jestem zajęty
...
nie może być jutro
bo
...
mnie nie
mmmmmmmm
a.

no, słyszysz?
ja stukam
walę
ja jestem
i słyszę,
tylko coś wytłumia
ta
true
mna

środa, 25 marca 2015

amerikan drim [2/7]

Ten sam stolik, obserwowany pod tym samym kątem. Ten sam zegar, na który tak pożądliwie patrzyła, skończył wskazywać jej wczorajszą godzinę wyjścia. Ta sama brunetka, co na ostatniej zmianie zabrała napiwek i chwaliła się biustem, sprząta kawiarniany stół ze szklanki kranówki. Dosuwa krzesło, zagląda do koszyczka i z niesmakiem zabiera jedynie popisaną kartkę .
Kiedy ustawia na tacy wszystkie zdobycze z naszego kącika, drzwi zaczynają obracać się zbyt szybko i wbiega zdyszany Piotr. Kelnerka zamiera, pamiętając o wczoraj doliczonej kresce i licząc na nowego tipa. Zanim dopada do niej, trzyma tak samo w ręku płaszczyk, jak dzień wcześniej.
  • Gdzie ona? Wyszła do toalety, czy zadzwonić?
  • Wyszła przed kwadransem, podać panu kawy? - Zagaiła uprzejmie
  • Co? Nie, dziękuję, właściwie już pójdę. - Mówił gdzieś w kierunku zegara.
  • Może jednak przyniosę kawę. Pani nic nie zamówiła, zostawiła tę kartkę. - I odeszła kręcąc ciasno opiętą ołówkową spódnicą.
Czego nie widziała, tak zaabsorbowana tykaniem własnych bioder, był ów trzydziestokilkuletni szatyn, który od razu dopadł do kartki. Jak narkoman, który na głodzie dostaje worek strunowy z kolejną działką - niecierpliwy i obojętny na otaczających go obserwatorów. Stał, wokół samych siedzących. Ślinił palec, jakby dopiero po jego namoczeniu mógł lepiej śledzić niewyraźnie napisane wyrazy na ulotce jednej z frenczajzingowych restauracji. Niemal rozerwał ją, obracając na drugą stronę, gdzie spostrzegł koniec wiadomości. Machnął w stronę kelnerki i po chwili pytała uprzejmie:
  • Co dla pana?
  • Kawę i pani poda popielniczkę.
  • Naturalnie, ale dzisiaj kazano mi zamknąć pana rachunek. - Odpowiedziała nieco nerwowo.
  • Tak, jasne. I jeszcze kartkę z długopisem.
Studentka się oddaliła, a Piotr doszukiwał się na zbyt wiele razy złożonej ulotce nowych sensów, prawd, jakiegoś ukrytego kodu. Kiedy wziął ołówek, żeby spróbować odbić sekretne wiadomości, dostał całe zamówienie, razem z koszyczkiem, do którego dołożyła szeroki uśmiech.
A on zamieszał kawę i oblizał łyżeczkę. Wziął długopis i napisał kilka zdań na kartce. Wyjął portfel, zapełnił koszyczek zielonymi banknotami i w sekundę później zakładał płaszcz między kominami powietrznymi obrotowych drzwiczek.
Młoda, piękna i mająca u stóp świat, zanim espresso wystygło, już chowała do nereczki zostawione pieniądze. Znowu na tacce wylądowała zawartość stołu, ale zostały te dwie kartki, zapisane i zostawione dla obsługi, jak puste szkła. Schowała je do kieszeni i po cichu przeczytała pierwszą, zostawiając na później tą napisaną na jej kawiarnianym papierze.

wtorek, 24 marca 2015

amerikan drim [1/7]


  • I widzisz? Po co było tyle gadać? Wszystko jest w porządku – i tu oblizał łyżeczkę, którą wymieszał kawę. - Żyjemy ze sobą, tak, jak chcieliśmy.
  • Co? Tak, tak – odparła roztargniona, cały czas nerwowo rozglądając się po kawiarni.
  • Spędzamy wspólnie czas, dotykamy siebie. Oddychamy sobą. Czy to nie jest – i tu zrobił przerwę, jakby szukał wyrazu. - spełnienie naszych marzeń?
  • Tak, tak. Dokładnie tak, Piotrek. - przytakiwała krążąc wzrokiem między zegarkiem znajdującym się nad barem, a drzwiami wejściowymi.
  • Więc możemy powiedzieć z czystym sumieniem – jesteśmy szczęśliwi. Jesteśmy tam gdzie chcieliśmy być.
  • Tak, tak, tak, jak mówisz. - mówiła równie beznamiętnie, jak wcześniej, jednak po którymś zerknięciu na zegarek wyjęła telefon i jednym ruchem, nie czekając na jakikolwiek odzew rozmówcy, wybrała numer i już prowadziła konwersację – Tak, kochanie. Wiem, przedłużyło się. Już zaraz będę, przepraszam. Przepraszam, wyjaśnię ci. Metro się... No przestań. Ja już idę – to powiedziała do rozmówcy przy stoliku, zasłaniając ręką telefon.
  • Jutro o tej samej porze. - Ale ona nic nie odparła. Przerzuciła płaszcz przez ramie i była w drodze do obrotowych drzwi prowadzących na ulicę. Siedział jeszcze chwilę, patrząc jak powoli zatrzymuje się rozkręcony przez nią mechanizm, jednak jego obserwacje zostały przerwane przez zgrabną brunetkę, pewnie studentkę jakiegoś humanistycznego kierunku, wywnioskował po dobrze spiętej fryzurze i zbyt wyeksponowanym biuście.
  • Coś jeszcze dla pana? - mówiła kelnerka.
  • Nie, dziękuję. Ja właściwie już pójdę. - i tu zaczął zakładać płaszcz – dopisz mi to do rachunku, jutro zapłacę, złotko.
    I położył kilka banknotów jednodolarowych dla dziewczynki za fatygę. Wstał i powolnym krokiem szedł do wyjścia, grzebiąc coś w telefonie. Zanim wyszedł z kawiarni, można było usłyszeć:
  • Skończyłem spotkanie, więc ja odbiorę Mike'a ze szkoły. Do zobaczenia w domu.
    I charakterystyczne zassanie po kolejnym skrzydle dotykającym futryny.

sobota, 21 marca 2015

rzuć kością

jestem
więc
byłem, a teraz nie będę
.

byłem więc
jestem, a mógłbym być
później względem (.)

wyszliśmy i byliśmy, potem wróciliśmy i znowu poszliśmy
i tik i tak
i nie i trakt
prowadzi nas, gdzie nas poprowadził
idziemy, więc szliśmy
pójdziemy więc byliśmy.
Gdzie się zaszyliśmy?
Gdzie nasze neologizmy
gdzie będziemy, gdy już nie jesteśmy?
rzuć kością, wtedy
z kart się
do[]wiemy.

piątek, 20 marca 2015

niusleter

najnowsze doniesienia z kraju:

nie ma gaju, ruczaju ani smaru
na ból dupy.
Mamy za to nowe trupy
jedzą zupy, trawią suwy
i hop na szosę
tanią kosę
kupuje się w castoramie
na śniadanie ] razem z cukrem na promocji [
tyle naród (n)am dostarcza emocji
 (@)

środa, 18 marca 2015

o raty

zaręczam się,
oznajmiła mgła

[za to] ja
/ i  moja pchła/
>razem z pozostałymi wszami<
dalej bawimy się łzami

którymi płacimy sobie nawzajem
żeby opłacić
pustek /zgraję/

środa, 25 lutego 2015

jak f banq

Chciałbym być bankiem
Otwierać nowe oddziały w centrach coraz to nowych miast, 
wymieniać muzea na placówki.

Chcę żeby wiedzieli ale niekoniecznie lubili

Żeby w razie problemu przychodzili do okienka z ogólnodostępnym,właściwym formularzem.
Informacje bym przekazywał innym bankom i żądał brakujących od państwa

Dzieci,

przyprowadzane przez rodziców,
 przyzwyczajałyby się w kolejce do mojej 
prezencji.
Czy... mógłbym?
 - zapytałby chłopiec nieśmiało, uciekłszy spod maminego rękawka
A ja bym zapytał o druczek wypełniony i doradził grzecznie
Żeby wrócił,

jak będzie dorosły i
zastawił co ma,
podpisał odsetki,
/dobrze wyliczone i określone/


Chciałbym być bankiem, żeby móc wszystko robić na procent
na gębę to tylko spozierać interesanta
i żeby każdy złorzeczył, ale
oddawał w terminie
choćby hipotekę.

wtorek, 24 lutego 2015

da headz

Miałem chyba naście lat,
kiedy zapomniałem

Najgorsze było to 
/niepamiętanie/
że się 
/nie pamięta/
 i broczenie bez pamięci
 w tych 
supełkach i kokardkach
(ale zawiązanych przez kogo 
i
po co 
- no właśnie.

Wiec odbijałem się od brudnych ścian i zwojów
tak wulgarnie prostowanych, pomazanych przez nie chcących być zapomnianych ludzi
którzy jedyne co pamiętali to te usilnie skrobane wyrazy.

Jebańcy przynajmniej mieli te
literki
 schowane gdzieś na końcu języka,
które ryli gdzie mogli i ile mogli,
a ja cieszyłem się jak niemowlę z rozgrywanych się przede mną pokazów.

Ja nawet kiedyś zabrałem z kuchni ulubiony nóż stołowy i starałem się takiej jednej
coś
pomazać,ale jak sobie przypomniała,
że nie jest głodna - wyszła
A słówka się nie zabliźniły,
nie wyparowały
razem z farbą moich mentorów.
 
W samotności podkręcam,
zwijam,
znowu te zwoje,
 freski zamalowuje bretonem 
i rafaelem,
ale ciągle myślę o tym ryciu i nie mogę sobie przypomnieć
Co ja miałem w głowie ?

środa, 18 lutego 2015

oktawa zamart_wstania

a po ósme - nie pomagaj
bo czyn twój jeszcze zanim kurz opadnie
zostanie zapomniany, albo co gorsza
wymagać będzie
czynów następnych.
po ósme nie rób czegoś dla siebie pod hasłem "jasne, i tak miałem wolną chwilę"; nie odkładaj kredytu
długu,
czekającego na spłatę do chwili właściwiej,
bo chwila ani właściwa nie będzie, ani też nie nastąpi.

Wszystko ma swój czas, a powtórki obejrzysz,
kiedy nikomu nie będzie zależeć, poza
pokłosiem praw autorskich,
ogarnięty tym delikatnym impulsem
]wtedy te dwa złote[

Ostatecznie,
 po ósme, nie ufaj, nie wierz i nie czekaj
na barkach nie noś i do nogi nie przykuwaj
nikogo, ni niczego.
Okiem zahaczaj, nie otaczaj
opoką nie bądź, bo na ciebie deszcz napada
a daleko od ciepła i suchoty równika jesteś.

Trwaj, idź, klękaj
by zawiązać
buta
twa musi zawsze być,
bo pamiętaj, że nie dostaniesz nic.
więc, tak jak pierwszy krok sam zrobiłeś, tak idź.

wtorek, 3 lutego 2015

teoria gierek

dlaczego właściwie w prywatnej witrynie
ogląda się to,
co by się chciało.

Dlaczego, w lęku przed innymi
ukrywamy część preferencji,
żeby nie było w sugerowanych
"powinieneś być zainteresowany"

bo dlaczego powinienem?

Może chcę otrzymywać nietrafione diagnozy,
może wtedy jestem szczęśliwy, jak patrzę i nie chcę?
a wy mówicie, że powinienem. że muszę.

przelogowałem się, po szybkiej przebieżce, po
"tym co nie wiecie, że ja wiem"
i

no właśnie
i
nadal powinienem
ale prowadzę
i otwieram nowe alt szift taby
aż przyjdzie ten,
i on sprawdzi recordy
i
diagnoza będzie właściwsza
a ja właściwie zasugerowany

wtorek, 27 stycznia 2015

a to echo graUo

po raz pierwszy napisano coś przeze mnie
nie przeze mnie.

byłem czegoś powodem i
dzięki mnie wycięto nowe drzewa
dano tysiące miejsc pracy w tartakach, na linii produkcyjnej

w firmie spedycyjnej.
niejeden manager kupił dziecku nowego i - frienda

i to
wszystko dzięki jednemu małemu przeze - mnie.

wtorek, 20 stycznia 2015

true-mna

między snem, a miękkością pościeli
jest cudowny otwór
rów,
w którym
znajdując się, nie wie się.

Pamięta się wyprawy i kołysania
a jest się przed momentem wstawania
pamiętania.
istnienia i pożądania

To ten moment, zanim przypomnimy sobie
wszystkie przyszłe i przeszłe.
Kiedy wiemy, że kalendarz
z
harmonogramem,
ale
jeszcze nie pamiętamy
kto z kim,
kiedy z kim,
dlaczego z kimś.

Z każdą sekundą prostujemy się,
okazuje się, że sufit jednak jest dość nisko
i niezależnie od metr - ileśdziesiąt - centy(metrum)
rozcinamy skroń i krwawimy;
myjąc zęby, czekamy
na kolejne zabliźnienie.
i słodkie nie-widzenie.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

środa, 7 stycznia 2015

takskończoność

Dzisiaj, w dziesiątą rocznicę tsunami,
poeta B miał uprzejmość umrzeć.

Kilka dni wcześniej,
w okoliczności narodzin Pana Naszego i Zbawcy z Ojca Swego Jedynego, w
Trójcy Jedynej Prawdziwej
Zmarł reżyser K.

Osoba M., pisząca te słowa,
przejrzała niusy na pasku, przewijanym w jednostajnym tempie
i wie, że dziś spadł śnieg.

I że temperatura wynosi – 5 stopni (w skali Celsjusza)

Również wojna w Afganistanie, warta wiele złotych Polskich, nowych
Zakończyła się,
ale kto wygrał – pasek nie ujawnił.

Osoba M. wie również
że rok się kończy, i że szampana trzeba będzie wypić punktualnie o północy.

Najlepiej, żeby szampan miał pojemności 0,7 litra, czyli 0,7 decymetrów sześciennych.

Tj mniej niż jeden litr, ponieważ wiemy, że dwa jest większe od jeden.
A trzy od jeden.
A sześć nie od siedem a jest po b

A mężczyzna to nie kobieta

a czerwony to kolor miłości.
A a to nie b, a a to a prim a omega jest ostatnią literą

A gdy kopniesz osiem to będzie nieskończoność.
Widzisz to?
No kopnij ją, jest przecież mniejsza od dziewięć
widzisz ją?

To właśnie – nieskończoność.