niedziela, 31 maja 2015

Plaża 72'


po tym, jak naliczono mi
kolejne kilometry,
przykryłaś mnie kuszetką
i w warsie jechaliśmy
[bezalkoholowo]
aż nad morze martwe,

jak my.

sobota, 23 maja 2015

american dream [4/7] <#1kartka>

Piotrze,

wiem, że ostatnie tygodnie nie były najlepsze, przepraszam. Czy miesiące. Po prostu wszystkiego jest dla mnie za dużo. Ale ciebie nigdy nie było... Przez te wszystkie lata przeszliśmy wszystkie formy znajomości i osiągneliśmy coś takiego, że ja nie mogę bez ciebie żyć. Dopiero teraz, jak nie przyszedłeś widzę, jaka jestem sama. Jaka jestem pusta. Jak jesteśmy jednym razem. Czemu nie przyszedłeś? Przeciez zawsze byłeś silniejszy - kazałeś iść dalej i nie dawać satysfakcji nikomu poddając się, co ja takiego powiedziałam? Że telefon?
Wiesz, jak na samym początku, jak zaczęliśmy tu przychodzić, jak postanowiliśmy znowu zmienić nas powiedziałam, że jeżeli któreś z nas nie przyjdzie o siedemnastej, oznacza to, że nie wyszło - myślałam, że to będę ja i to już następnego dnia.
Nie możesz mi tego robić, nie odchodź.
Nie pozwalaj mi samej, porcjuj chociaż, racje wydzielaj, niech schodzę na mniejszej dawce, aż będę wolna - możesz chyba tyle dla mnie zrobić.
Zabiliśmy mnie, wypełniliśmy nami.
Kochasz mnie,
żyj za mnie.
Albo obiecaj, że będziesz


M.

poniedziałek, 18 maja 2015

po zuo[to]

idziemy po złoto
powoli, sumiennie
po srebrze
brązie i muszelkach
leniwie zbieranych na słonecznych stepach
i wybrzeżach
z kości
sumiennie przerobionej
na wszystko, co się łatwo pali.

Spaleni tym słońcem
prażymy się równo
na równi z podium
i murawą
i innymi czekającymi
na swoje
złoto.

sobota, 16 maja 2015

american dream [3/7]

On, nierozłączny z płaszczem z ogromną wprawą pokonuje drzwi obrotowe i pojawia się koło stolika. Tego, tak dobrze umiejscowionego względem baru, tolaety, wejścia i zegara. Tego, który zajmował z nią, gdzie spędzał  dziesiątki kwadransów, tych szczególnych chwil kiedy mogli być blisko.Tego identycznie wyglądającego, jak dziesiątki pozostałych, ułożonych w równych odległościach od siebie stołów w hali dworca przerobionej na kawiarnie, jednak zupełnie innego. Tak jego.
Ale tym razem nie czekał na niego, był pusty. Nie leżała na nim czarodziejksa karteczka z magiczną formułą rezerwacja. Nie leżały jego ulubione żółte tulipany - zawsze cztery. Zamiast tych wszystkich elementów była para, która zaaobsorobwana była sobą. Para, która opowiadała sobie ostatnie minuty od ich ostatniego spotkania, tak pochłaniająca siebie nawzajem, że nie zauważa stojącego kilka centrymetrów od nich trzydziestolatka, któremu świat rozpada się na tysiące kawałków. Jakby nasi zakochani zwrócili uwagę na ów mężczyznę, zauważyliby, że jest jeszcze bardziej roztrzęsiony i bezradny, kiedy patrzy na zegar, który wymierza, tak ważną dla niego godzine. Cały obraz psuje kelnerka.
- Przepraszam, mogę w czymś pomóć? - pyta zasłaniając swoje młode piersi tacą.
- Ja... Ten stolik... On jest mój, pani nie rozumie.
- Przepraszam, miał pan rezerwację? - drąży dalej blondynka.
- Ja zawsze miałem rezerwację. Ja tu siadam od kilku lat. Zapytaj koleżankę z polonistyki.
- Z polonistyki, przepraszam?
- No tą szatynkę, co mnie obsługiwała ostatnie kilka dni.
- Ona się zwolniła wczoraj. Może zaproponuję panu inny stolik?
- Nie, ja muszę czekać. Siedzieć tu - nie mogę innego stolika.
- Proszę pana, przeszkadzamy tu państwu - i tu wskazała kiwnięciem głowy na kochanków, którzy pochłonięci sobą nie potrafią odnotować reszty świata.

I prowadzi go do innego stolika, zupełnie w kące, zupełnie w rogu - jednak z dobrym widokiem na drzi wejściowe - jak sobie zażyczył. Prowadzi go tam, a kiedy siada, nie pozwala mu zamówić, jak zawsze czarnego espresso, tylko zmusza do przejrzenia przy niej menu.

A on, kiedy stara się podjąć jakąkolwiek decyzję w tym momencie, nie zauważa, jak ona wyłania się z pomiędzy ruchów ruchmowych drzwi i uświadamia sobie, że ich stolik, o ich godzinie, jest okupowany przez inna parę. Nieco się trzęsie, ale napewno nie płacze - może ma lekko zawilgotnięte oczy, przez krople które musi używać przy tym suchym powietrzu, ale tego też nie widzi mężczyzna zza karty. Co widzi, to po wybraniu czarnego espresso i odłożeniu menu, to kręcące się drzwi w przeciwległym końcu sali, którymi wyszła niezidentyfikowana przez niego zawilgotnięta twarz.

poniedziałek, 11 maja 2015

fluor #2

Pewnego dnia obudziłem się i okazało (się), że
mam żółte zęby.

Długo nie mogłem w to uwierzyć ale zaraz po pogodzeniu się z tą wiadomością zabrałem się za szorowanie.Szczotkowanie, płukanie, odbarwianie oraz porównywanie z wzorcownikami dodanymi do jednego ze specyfików.Wiele dni zajęły mi te zabieg,i aż po kilku tygodniach, kiedy mój odcień uzębienia nawet nie drgnął, zdecydowalem sie wyjść z mieszkania, po bułki
(ponieważ dostępny termin dostawy nie pokrywał się z datą mojego głodu)

najdziwniejsze w tym wszytskim było, że po drodze odwarzyłem się spojrzeć na uzebienie innych

i moja żółć wcale nie wypadła tak źle.

Do dziś myję je tylko rano i wieczorem.

niedziela, 10 maja 2015

geometria [koUo]

przerzuć
jeszcze raz
rzuć.

Potasuj,
przełóż
rozdaj i przetasuj.

rozłóż alfabetycznie
numerologicznie
znajdź konotacje
i powtórz.

powiedz,
usłysz,
zrozum _> odpowiedz.

wyciągnij,
połącz
uwierz

wróć.

środa, 6 maja 2015

dżentelmen robi damę.

chcę białego kitensa,
puchatego, jak
wszystkie futra i pościele
walające się z datami byłych
zakupów.

No spraw mi białego koteczka,
tak puszatego i pachnącego,
jak efekty dostaw z
zamówionych pralni.

Chcę tego kotka,
już nie daj się prosić!
niech będzie trwalszy
od fryzury
i kocham,
które się wymsknęło
gdy targało.

Chcę kota, co utuli i zawsze będzie
co zawsze poprosi, bo sam nie da rady.

Chcę by kot przychodził, kiedy zachce,
ale nie odchodził bo okno
za wysoko
i miska
\
niepewna
/

niedziela, 3 maja 2015

skoro alexander do kleopatry,

europa, maj 2015
Nie,
ja chciałam tylko powiedzieć, że z dniem piętnastego bierzącego miesiąca
przestaniemy się już widzieć.
Znaczy, wiem, że już dawno się nie
widujemy.
Specjalnie, ostrożnie (skrupulatnie) dobieram iventy i
towarzyszy, żeby
się nie napatoczyć.
Alle to już się kończy.
Drogi,
już dawno się pokrzyżowały i ja teraz jestem w stolicy, a ty w łóżku,
(mam nadzieję, że się wysypiasz, bo ja chcę, byś spał - I TO DUŻO!!)
Słucham muzyki, która ci obrzydła od leżenia i powiem Ci, że teraz żyję.
znaczy, że życzę ci dobrej soboty
chyba też nie dzieli
się bo już dawno pozabie-
ranek i znowu piszę
Posłuchaj,
bo ja słucham i dziwię się, czemu ty nie słuchasz
bo ja idealnie podsłuchałam, że
dawno nie słuchałeś.
Trzeba nasłuchiwać, tak jak ja usłyszałam i 
nasłuchałam i teraz
ty musisz
bo akurat leci
tfoja piosenga.

/ tyle tu słońDZa]